Siewcy zarazy, żniwiarze rewolucji
Jak uodpornić Europę na post-pandemiczny rasizm?

Wykład online Łukasza Molla

Historia walki z epidemiami medycznymi przeplata się ściśle z historią powstrzymywania epidemii społecznych. Nie może być inaczej, skoro przemieszczające się, niesubordynowane ciała przenoszą nie tylko wirusy, ale i zaraźliwe idee. Gdy wybucha epidemia, represje w pierwszej kolejności dotykają miejskiego motłochu – włóczęgów, żebraków, Żydów czy prostytutki, a gdy dogorywa, urządzenia powołane do zarządzania zarazą zostają w użyciu i służą teraz dyscyplinowaniu ludzi luźnych. Sprzyja temu, powracający wraz z każdą epidemią, dyskurs urasowienia plebsu jako „siewcy zarazy”. W warunkach zaostrzającej się walki klasowej, siewca staje się żniwiarzem rewolucji.

Jednocześnie, trwająca pandemia unaocznia nam, że bez podtrzymania społecznej cyrkulacji nie moglibyśmy kontynuować zmagań z koronawirusem. Najbardziej narażone na zarażenie są grupy, których położenie ściśle zależy od procesów cyrkulacji – bezdomni, kurierzy, kasjerki, listonosze, pielęgniarki, magazynierzy, kierowcy, śmieciarze czy migrantki wykonujące pracę opiekuńczą. To napięcie, między byciem jednocześnie na froncie walki z epidemią i po stronie jej „siewców”, kulminuje w historycznych figurach, takich jak poszukiwacze zwłok, wyganiacze ubóstwa, czyściciele zapowietrzonych domów, mamki morowe, szafarze, noszowi czy kopacze. Znajduje zaś ujście w procesach sądowych i oskarżeniach, wysuwanych wobec „mazaczy” – grabarzy powołanych do pochówku zadżumionych, o umyślne zarażanie i spiskowanie przeciwko społeczeństwu.

Ten biopolityczny dyskurs, wymierzony w ludzi luźnych, wydaje się nam znajomy. Rozpoznajemy go w postawach przyjmowanych w Europie względem migrantów i uchodźców. Chociaż europejska gospodarka jest strukturalnie zależna od imigrantów przeznaczonych do „brudnej roboty”, dokładnie w ten sam sposób, w jaki zadżumione miasta sięgały po personel epidemiczny, przyjezdni oskarżani są o wszelkie zło, od rozsiewania chorób i terroryzmu, po plagę bezrobocia i przestępczości – znów analogicznie do dawnych „mazaczy”. Aby uodpornić Europę na nową falę post-pandemicznego rasizmu, nie możemy w naszych zmaganiach z wirusem pogłębiać syndromu oblężonej twierdzy. Musimy przypominać, że ci, którzy przekraczają jej wrota i krążą jej ulicami, dzięki czemu my pozostajemy bezpieczni, pracują nad szczepionką, której składu zapomnieliśmy. Jej imię to solidarność.