Nowe Unie, instalacja (2018), Jonas Staal Talliński Dom Sztuki (Tallinna Kunstihoone/Tallinn Art Hall), fot.: Tallinna Kunstihoone
Nowe Unie, instalacja (2018), Jonas Staal Talliński Dom Sztuki (Tallinna Kunstihoone/Tallinn Art Hall), fot.: Tallinna Kunstihoone
Nowe Unie: DiEM25, Ateny (2017), Studio Jonas Staal Arena Koszykarska, Ateny, fot.: Jonas Staal
Nowe Unie: DiEM25, Ateny (2017), Studio Jonas Staal Arena Koszykarska, Ateny, fot.: Jonas Staal
Unionizacja polskiego parlamentu (2018), Jonas Staal,  Teatr Powszechny/Forum na rzecz przyszłości kultury, Warszawa, fot.: Jonas Staal
Unionizacja polskiego parlamentu (2018), Jonas Staal, Teatr Powszechny/Forum na rzecz przyszłości kultury, Warszawa, fot.: Jonas Staal
Parlament szkocko-europejski (2018), Jonas Staal kadr z filmu wideo, CCA Glasgow
Parlament szkocko-europejski (2018), Jonas Staal kadr z filmu wideo, CCA Glasgow

Trans-unie

Joans Staal

  1. Kryzys wyobraźni

Kryzys Unii Europejskiej bywa objaśniany jako kryzys polityczny, ekonomiczny bądź humanitarny. Choć wszystkie te opisy są trafne, wydają się one pomijać inny kryzys, o bardziej strukturalnym charakterze – kryzys wyobraźni.

W dyskursie sztuki raz po raz uwidacznia się tendencja do opisywania politycznego znaczenia sztuki w kategoriach wyobraźni. Jeśli nie potrafimy sobie wyobrazić innej przyszłości, jak możemy podejmować działania polityczne, które by do niej prowadziły? Zgodnie z tym tokiem rozumowania, wyobraźnia artystyczna mogłaby wręcz poprzedzać działania polityczne. Kryzys maginacji ma chyba jednak jeszcze inny, rzadziej przywoływany wymiar, a mianowicie niemożność wyobrażenia sobie tego, jak katastrofalna jest nasza obecna sytuacja – jak mało zmian gotowi są zaakceptować interesariusze naszej rzeczywistości, choćbyśmy im podsuwali nie wiadomo ile alternatywnych wizji, i choćby te alternatywy były jak najbardziej „realistyczne” czy „demokratyczne”.

Najlepszą ilustracją tego podwójnego kryzysu − nieumiejętności pojęcia katastrofalnej teraźniejszości ani też wyobrażenia sobie pożądanej przyszłości − jest dychotomia wokół Brexitu. Jedna strona tej dychotomii, definiowana przez obóz „Leave”, amalgamat oportunistycznych torysów i rasistowskich ultranacjonalistów, opiera się na projekcji mitycznej przeszłości, zasilanej resztkami poczucia wyższości rozpadającego się imperium. Drugą stronę dychotomii określa obóz „Remain”, któremu przewodzi elita eurokratów, opowiadających się za kontynuacją „sprawdzonej formuły” brutalnej polityki zaciskania pasa, realizowanej pod płaszczykiem liberalno-demokratycznych reform. Ani jeden, ani drugi obóz nie wydaje się pojmować, że ich propozycje powrotu do przeszłości bądź kontynuowania dotychczasowych praktyk europejskiego kartelu nie stanowią rzeczowej odpowiedzi na dramatyczne kryzysy, którym przychodzi nam stawić czoła. Niekończące się renegocjacje Brexitu, z nadzieją na utrzymanie globalnego rynku przy równoczesnym pozorowaniu odłączania się od niego, będą tylko pogłębiać rozczarowanie zwolenników wyjścia z UE. Trwanie przy doktrynie zaciskania pasa będzie zaś pogłębiać istniejące nierówności i przyczyniać się do dalszej erozji tego, co jeszcze zostało z samostanowienia państw członkowskich Unii, a w efekcie kreować warunki, w których nacjonalistyczna międzynarodówka Wildersa, LePen i reszty tego towarzystwa będzie rosnąć w siłę.

Obozy „Leave” i „Remain”, choć pozycjonowane jako przeciwieństwa, w istocie wzajemnie sobie służą. Prowadzona przez eurokratów polityka zaciskania pasa – eufemizm, za którym kryje się ekonomiczny terroryzm – podsyca pragnienia „powrotu” do narodowej suwerenności pod słynnym już hasłem zwolenników Brexitu: Odzyskajmy kontrolę!. Równocześnie rosnące wpływy ultranacjonalistów na nowo dodały skrzydeł siłom prounijnym; w porównaniu z rasistowskimi i pełnymi przemocy przyszłościo-przeszłościami lansowanymi przez tamtych, status quo utrzymywane przez forsującą zaciskanie pasa elitę wydaje się wręcz zbawienne. Obozy „Leave” i „Remain” stanowią więc dwie, rywalizujące ze sobą strony tego samego klinczu: opowiadając się za którąkolwiek z nich, nieuchronnie wzmacniamy legitymizację drugiej. Aby odzyskać nie tyle granice, ile wyobraźnię polityczną, trzeba chyba odrzucić obydwie opcje i stanowczo domagać się opcji trzeciej, czwartej, a może i piątej.

Odpowiedź obydwu obozów na kryzys Unii Europejskiej polega albo na kontynuacji teraźniejszości („Remain”), albo na powrocie do mitycznej suwerenności narodowej z przeszłości („Leave”). W obu tych scenariuszach organizowanie teraźniejszości odbywa się z pominięciem imaginatywnej kategorii przyszłości. Jak zatem możemy zająć w obliczu Brexitu zdecydowane stanowisko na „nie”, ale opowiedzieć się przy tym za uwzględnieniem propozycji przyszłościowej − trzeciej opcji, czy też „trzeciej przestrzeni”? A może uda się wysiłkiem wyobraźni ujrzeć jakąś Unię Równoległą, Unię Transkontynentalną, Trans-unię? A skoro właśnie wyobraźnia jest polem zmagań artystów i pracowników kultury, to można zapytać: co oni proponują, aby dało się objąć wyobraźnią tyleż naszą katastrofalną teraźniejszość, co pożądane wizje przyszłości?

    2. Unionizacja wyobraźni: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

Sztuka i polityka to dwie różne dziedziny, ale każda z nich kreuje warunki manifestowania się drugiej. Alfabetyzm polityczny i biegłość w odbiorze treści wizualnych są w dużym stopniu wzajemnie uwarunkowane. Wyobraźnia artystyczna może wpływać na morfologie alternatywnych przyszłości, polityka zaś może konstruować ramy, w których owe wyobrażenia będą się zmieniać w materialną rzeczywistość. W optymalnych warunkach emancypacyjna sztuka rodzi emancypacyjną politykę i vice versa; każda z nich konstruuje nową rzeczywistość, wchodząc w kompetencje drugiej. Jest to ważne dla artystów i ludzi kultury, którym zależy na tym, aby wyobrażenia nowej, transnarodowej polityki wyłamały się z ciasnych ram brexitowej dychotomii: nie mamy i nawet nie powinniśmy wyobrażać sobie nowych światów od zera, lecz powinniśmy czerpać z wyobraźni społecznych niestrudzenie budowanych, opisywanych teoretycznie i artykułowanych programowo przez ruchy masowe, paneuropejskie platformy współdziałania i emancypacyjne partie polityczne, czasami na przestrzeni dziesięcioleci. Czeka nas więc wyzwanie wypracowania takich symboli i narracji – owych morfologii wizualnych – które będą unionizować te różne wyobraźnie, zbierając je w jednym transnarodowym zgromadzeniu.

Jedną z kluczowych ról odgrywa w tym kontekście specyfika danego miejsca. W przypadku zgromadzenia Trans-unie, które zbiera się 22 czerwca 2019 roku w wyniku współpracy między moją kampanią Nowe Unie a Biennale Warszawa, miejscem tym będzie warszawski Pałac Kultury i Nauki. Został on Polsce „podarowany” dekretem Stalina jako symbol internacjonalizmu, czego wyrazem miały być otaczające go płaskorzeźby: przedstawiają one bohaterów rewolucji – robotników-proletariuszy z całego świata. Oczywiście nie chodzi o to, aby dziś rehabilitować morderczy reżim stalinowski, który obrócił ideę internacjonalizmu w narzędzie autorytarnego kierowania innymi, marionetkowymi reżimami i partiami, co tylko podkreślało ideologiczne sprzeniewierzenie się przez samego Stalina idei rewolucji przez sformułowanie doktryny „socjalizmu w jednym kraju”. Pałac Kultury i Nauki upamiętnia skostniałą postać internacjonalizmu, choć trzeba zaznaczyć, że faktycznie był on obecny w rzeczywistości Polski pod rządami komunistów. Od czasów zimnej wojny Polska – w ramach przymierza ze Związkiem Radzieckim – realizowała sporo inwestycji w postkolonialnych krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Polscy architekci, planiści, inżynierowie i artyści jeździli za granicę budować tamtejszą infrastrukturę – teren międzynarodowych targów w Akrze, plany urbanistyczne Bagdadu, Algieru i rejonu Trypolisu, jak również osiedla mieszkaniowe w Iraku, Libii i Syrii.

Tak więc miejsce, w którym pojawią się Trans-unie, uosabia poniekąd pewien historyczny dylemat: stalinizm musi pozostać na śmietniku historii, a tymczasem warto odzyskać przywłaszczone i roztrwonione przezeń dziedzictwo internacjonalizmu, którego niemymi świadkami pozostają do dziś posągi robotników stojące na straży Pałacu. Współczesny ostry zwrot całego kontynentu europejskiego w stronę partii ultranacjonalistycznych i alt-prawicowych prosi się o przypomnienie znaczących osiągnięć, jakie były efektem międzynarodowej wymiany kulturalnej w poszukiwaniu nowego wspólnego języka dla rodzącego się nowego świata. I chociaż III Międzynarodówka została brutalnie zmieniona w instrument gry wojennej, dzisiejszy brak jakiejś Transnarodówki okazuje się katastrofalny w skutkach: autorytarno-kapitalistyczne państwa prowadzące agresywną politykę zagraniczną zdominowały handel transnarodowy i pakty militarne, a przy tym dotują podmioty korporacyjne, które wywierają nieproporcjonalnie duży wpływ na nasze życie polityczne i gospodarcze. Prowadzi to do zatrważających sytuacji jak ta, gdzie mieszkańcy Rożawy, którzy z poświęceniem walczyli z Państwem Islamskim w obronie swego wieloetnicznego i wielowyznaniowego regionu północnej Syrii, przy okazji budując własną, feministyczną demokrację, są zmuszeni prosić o wsparcie reżim Trumpa w obliczu zagrożenia masakrą ze strony dyktatury Erdoğana. Jak stwierdziła myślicielka i działaczka Kurdyjskiego Ruchu Kobiet, Dilar Dirik, w takim momencie należałoby wezwać jakąś „Lewicową Brygadę Powietrzną” – tyle że w świecie postkominternowskim nic takiego nie istnieje.

Wszystkie te dylematy – włącznie z najnowszym, złożonym zagadnieniem: jak transnarodowa unia podchodzi do kwestii „władza a solidarność międzynarodowa” – znajdują ucieleśnienie w samej materialnej infrastrukturze Pałacu Kultury i Nauki. Jest ona widmem internacjonalizmu, który może oznaczać zarówno wszystko to, co trzeba odrzucić, jak też wszystko, co można zyskać przez zadanie na nowo tych fundamentalnych pytań, jeśli chcemy, aby przyszłość mogła stać się czasem rządów emancypacyjnych. Unionizacja wyobraźni nie oznacza więc przekreślenia przeszłości, ale zaproszenie historii do udziału w zgromadzeniu w charakterze jednego z jego podmiotów, aby dyskutować z nią, słuchać jej, czegoś się od niej uczyć i coś odrzucać. Autentyczne zgromadzenie obejmuje bowiem nie tylko ludzi żyjących tu i teraz, ale także przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

     3. Inscenizacja transunijnej przyszłości

Jedną z wielu rzeczy, które może nam uświadomić partycypacja w konkretnej, internacjonalistycznej historii poprzedzającej zgromadzenie Trans-unii jest to, że w wyartykułowaniu trzeciej, czwartej i piątej opcji, wychodzących poza dychotomię Brexitu, może być pomocne inwestowanie raczej w ideę „Unii” niż „Europy”. Innymi słowy, transnarodowa unionizacja nie jest tym samym, co transnarodowa europeizacja, której konsekwencje już widzieliśmy w postaci fatalnych w skutkach imperiów kolonialnych z przeszłości. Internacjonalistyczna przeszłość Polski może wskazywać na możliwość unionizacji transkontynentalnej od Bliskiego Wschodu przez Afrykę Północną po Europę.

Dlatego właśnie zgromadzenie Trans-unie ma łączyć rozmaite organizacje z różnych kontynentów, zaangażowane w teoretyczne opracowywanie, projektowanie i wypróbowywanie nowych modeli emancypacyjnego transnacjonalizmu w sferach polityki, gospodarki, ekologii, edukacji i kultury w dążeniu do ustanowienia nowych wzorów planetarnego egalitaryzmu. W gronie tym znajdzie się Organizacja Narodów i Ludów Niereprezentowanych (UNPO), będąca alternatywą dla ONZ w jej dzisiejszej postaci, Afrykańska Sieć Polityki Kulturalnej, rozwijająca infrastrukturę kulturalną kontynentu afrykańskiego, Kurdyjski Ruch Kobiet, propagujący alternatywny model bezpaństwowego konfederalizmu światowego, Ruch Paneuropejski na Rzecz Demokratyzacji Europy (DiEM25), którego celem jest zdemokratyzowanie UE tak, aby stała się federacją o postępowym charakterze, oraz Transnational Institute, który już od dziesięcioleci pracuje nad wieloaspektowym zrozumieniem tego, czym jest demokracja transnarodowa.

Punktem wyjścia do wyartykułowania trzeciej, czwartej i piątej opcji, wykraczających poza wspomnianą dychotomię, jest więc zerwanie z pojmowaniem Europy jako kategorii kulturowej, która miałaby wyartykułować nową umowę społeczną, konstytuującą ramy transnarodowej unionizacji. Zamiast tego poszukuje się innych filarów wspólnoty, takich jak demokratyzacja polityki, gospodarki, edukacji i kultury, zwalczanie rajów podatkowych, ściganie przestępstw klimatycznych i przebudowa korporacji według modeli nastawionych na współpracę i znajdujących się pod kontrolą prekariatu. Unionizacja wyobraźni w sferze polityki transnarodowej oznacza równocześnie unionizację nowej, transnarodowej umowy społecznej, która wyłoni się ze zgodnego pojmowania miejsc przecinania się zbiorowych warunków ucisku, być może w jednych regionach bardziej dotkliwego niż w innych, ale bardzo często mającego te same źródła: eksploatację siły roboczej, kultury i środowiska przyrodniczego. Ultranacjonalistyczne państwo, korporacja transnarodowa czy – co najbardziej niebezpieczne – miejsca, gdzie przecinają się ich oddziaływania, muszą równocześnie odejść w przeszłość, aby zapanowała nowa, emancypacyjna hegemonia transnarodowej unionizacji.

Z artystycznego punktu widzenia wyzwaniem jest przeorientowanie miejsc internacjonalistycznej przeszłości w kierunku transnarodowej przyszłości. Sięgnięcie wyobraźnią do nowych infrastruktur i symboli parlamentów transnarodowych; przeorganizowanie kojarzących się z zaciskaniem pasa gwiazd na fladze Unii Europejskiej w nową całość, opartą na emancypacyjnych monochromach czerwieni, fioletu i zieleni – barw, w których rysują się wizualne i ideologiczne horyzonty polityki emancypacji, feminizmu i radykalnej ekologii. Wychodząc od archeologii przeszłościo-przyszłości, nasz rekonstruktywizm zmierza do zbudowania – wizualnie i materialnie – podwalin przyszłościo-teraźniejszości. Oto cel Trans-unii: przedstawić propozycję alternatywnego miejsca zgromadzeń wyznaczonego przez wyłaniające się symbole nowej Transnarodówki, gdzie będą mogły się spotkać różne platformy działalności emancypacyjnej, by w teraźniejszości inscenizować przyszłość. Pokazać, że jeśli potrafimy w teraźniejszości wyobrazić sobie transnarodową przyszłość, jeśli zdołamy zidentyfikować nowych przedstawicieli i zaproponować nowe choreografie nadchodzącej epoki transnacjonalizmu, to tym samym zasiewamy ziarna, dzięki którym stanie się ona namacalną rzeczywistością polityczną.

Potęga wyobraźni może sprawić, że staje się możliwa taka trajektoria przyszłości, która dawniej była nie do pomyślenia. A kiedy już ją sobie wyobrazimy, kiedy uwolnimy siłę zbiorowej wyobraźni, uruchamiamy w sobie zdolność do urzeczywistnienia tego, co jest nam rozpaczliwie potrzebne: unii wielu unii.

×

Pierwsza część niniejszego eseju była wcześniej publikowana w ramach tekstu Mihnei Mircana i Jonasa Staala pt. Let’s Take Back Control! Over our Imagination, „Stedelijk Studies” nr 6, wiosna 2018.

Z angielskiego tłumaczył Jerzy P. Listwan

Udostępnij
Na tej stronie korzystamy z cookies. Polityka Prywatności